- Nigdy żadnego listu
Totolotek |precel |katalog„— Nigdy żadnego listu nie otrzymałem, panie doktorze — odrzekł zdziwiony. — O chorobie matki dowiedziałem się dopiero, gdy przywieziono ją do Batowic.
— Może, może. Chociaż tu coś jakby się nie zgadza... kchm... — Psychiatra znów zajrzał do księgi. — A jak zdrowie pańskiej matki
— Matka już nie żyje. Właśnie niedawno w prasie były nekrologi.
— Rozumiem. Uszło to mojej uwagi. Zresztą to zależy, w jakiej prasie — odpowiedział psychiatra. — Nie wszystkie gazety czytam. Proszę przyjąć wyrazy mego współczucia... — dodał wcale lekko. — Ale co pana teraz interesuje
— Odwiedzałem matkę parokrotnie w Batowicach, panie doktorze. Była tam na zamkniętym oddziale. Stan jej... Stan jej był taki... że, jednym słowem, matka mnie nie poznawała. Brała za kogoś innego... Siatka...
Leon urwał. Lecz na samą tylko chwilę. Zaraz zaczął mówić dalej, tym razem już oczywista nie o siatce. Były to okropne szczegóły, które... Jednym słowem, po co, po co byłoby o nich wspominać.
Batowice były zakładem dość drogim. Otaczał je rozłożysty i dobrze utrzymany ogród z kortem tenisowym. Śród drzew i liliowych krzaków bzów snuli się po ścieżkach — niekiedy w towarzystwie pielęgniarek, nawet prywatnych — ubrani w eleganckie jasne flanele i batysty, nerwicowcy lub alkoholicy ze sfer ziemiańskich czy wyższych urzędników. W rękach trzymali tenisowe rakietki, pod pachami francuskie książki w żółtych okładkach.“(3)
blog |Traktor Tom |moderowany blog